• Koniec niewinności

    Muszę ją uczulić na zagrożenia i dla jej dobra zburzyć bajkowy mit beztroski i bezgranicznej względem dorosłych ufności. Subtelnie wskazać nieakceptowalne zachowania, bestialskie gwałty dorosłych na dziecięcej niewinności. Nigdy nie skąpiąc córce czułości powiedzieć, że dotyk bywa zły, krzywdzący... że nikt nie ma prawa dotykać jej intymnych części ciała...

  • Prawa Murphy'ego dla rodziców

    Dopóki nie zostałam mamą, nie rozumiałam ich potęgi :) Dziś Prawa Murphy'ego pozwalają mi do macierzyństwa podejść z dystansem i uśmiechnąć się w najbardziej absurdalnej sytuacji... Bo przecież prawdopodobieństwo zdarzenia się czegoś jest odwrotnie proporcjonalne do pożądania tego zdarzenia... i rodzice, to wiedza najlepiej...

  • Wychować Chłopca

    Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie...

  • Cyberpacjenci Dr Google

    Już 8 mln polskich internautów poszukuje w sieci informacji na temat zdrowia, chorób i ich leczenia. Zanim odwiedzą lekarza najpierw szukają w internecie informacji o objawach, z którymi mają do czynienia

(Nie)grzeczni?


- szanuj dziecko: jego odrębność, uczucia, poziom rozumienia danej sytuacji, preferencje 
- zejdź do poziomu dziecka zmienia to cały kontekst danej sytuacji 
- spuść nieco powietrza i zmniejsz dystans, nie musisz przemawiać do dziecka z mównicy, by Cię słuchało i ceniło 
- nie wymagaj od kilkulatka zachowań, których sami nie zawsze przestrzegamy


Zamień frustrację na empatię! 

Podróż do krainy dziecięcych emocji, reakcji i lęków! (NIE)Grzeczne dzieci, czyli jak zdefiniować grzeczność i co z tego wynika. Niegrzeczność w praktyce, czyli jak zrozumieć, o co chodzi dziecku. Rodzic roszczeniowy versus rodzic odlotowy, czyli jak sensownie ustawiać granice. (Nie)grzeczni?, to poradnika adresowany do rodziców dzieci w wieku 0-6 lat. Wszystkie sytuacje opisane w tej książce zdarzyły się naprawdę, a brak porozumienia co do istoty problemu spowodował gniew i rozżalenie u obu stron konfliktu. Jednak ponieważ każdej z przedstawionych tu scen towarzyszy szczegółowy zapis emocji i postaw zarówno dziecka, jak i dorosłego, a także bezstronna ocena eksperta, zyskujemy niepowtarzalną szansę przetestowania “na sucho” podobnych zachowań, by uniknąć błędów w przyszłości. Wychowanie dziecka nie jest prostą sprawą, ale jeśli chcemy na całe życie zachować z nim dobry kontakt, a przy tym mądrze pokierować jego rozwojem czas zmienić frustrację na empatię :)


Małgorzata Bajko — psychoterapeuta, absolwentka psychologii oraz podyplomowych studiów z psychotraumatologii w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej. Współzałożycielka Centrum Wsparcia Psychologicznego INEO, w którym od wielu lat prowadzi indywidualną terapię osób dorosłych, dzieci oraz rodzin. Autorka wielu artykułów dla rodziców i bajek terapeutycznych. Ma opracowane programy terapeutyczne dla dzieci z zaburzeniami lękowymi, PTSD oraz fobiami, w których wykorzystywana jest bajkoterapia. Wspiera rodziców w wychowaniu dzieci i realizacji w roli rodzica. Mama Andrzeja i Antka. 

Monika Janiszewska — dziennikarka tygodników regionalnych, freelancerka publikująca artykuły z zakresu psychologii oraz specjalistka ds. PR, promująca działania gabinetów psychoterapeutycznych. W swoim portfolio posiada ponad 350 publikacji, z czego pokaźna część dotyczy relacji rodzic–dziecko, związków partnerskich oraz świadomej komunikacji. Prywatnie mama 5-letniej Julii, która każdego dnia zaraża ją swoją ciekawością świata i urzeka dziecięcą niewinnością, a zarazem logiką i wnikliwością towarzyszącą ocenie zachowań dorosłych.

Pomóż dziecku przetrwać rozwód


Smutek, gniew, obojętność, zamknięcie się w sobie i niechęć do rozmowy. Dziecięce reakcje na rozwód rodziców mogą być rozmaite. Zawsze jednak oznaczają ból. Terapeutka i autorka poradnika "Pomóż dziecku przetrwać rozwód" daje wskazówki, jak uczynić przeżycie rozwodu mniej bolesnym.


"podczas rozwodu dzieci mogą doświadczyć nie tylko poczucia straty i smutku, ale też otrzymać wzorzec zachowań, który zaowocuje w przyszłości. Stanie się tak, jeśli rodzice potrafią zachować się właściwie i nie przestaną odnosić się do siebie z szacunkiem." 

Lisa René Reynolds jest terapeutką specjalizującą się w terapii małżeństw oraz terapii rodzin podczas rozwodu i prowadzi kursy dla rozwodzących się rodziców. Obserwacje poczynione w trakcie wieloletniej praktyki stały się inspiracją do napisania tej książki. Autorka dzieli się w niej doświadczeniem i podpowiada rodzicom, jak przeprowadzić dzieci przez rozwód w możliwie najmniej bolesny sposób. Stosując się do wskazówek zawartych w publikacji, mamy szansę, by przekonać się, że rozpad małżeństwa nie musi być dla dzieci takim wstrząsem, za jaki zwykło się go uważać.

Rozwód jest prawdziwą porażką dwojga ludzi, którzy połączyli się węzłem małżeńskim w wierze, że ich miłość będzie trwała, "póki śmierć ich nie rozłączy”. Jednak skoro już dla dorosłych jest on tak bolesnym przeżyciem, to jak muszą czuć się dzieci, świadome, że ich dotychczasowe życie bezpowrotnie się zmienia? Traumę dziecka niejednokrotnie pogłębiają sami rodzice, czyniąc z rozstania pasmo wzajemnych oskarżeń, kłótni i pretensji. W trosce o dzieci, warto nauczyć się panować nad konfliktem i godnie przyjąć zakończenie pewnego rozdziału w życiu.

Książka porusza tematykę negatywnego wpływu rozwodu na psychikę oraz rozwój emocjonalny dziecka, problem życia po rozwodzie. Znajdziemy tu również porady dotyczące organizacji opieki nad dzieckiem i instruktaż doktor Reynolds, pozwalający zaoszczędzić dzieciom stresu.  Dalsza część książki stanowi odpowiedź na najczęściej zadawane przez rodziców pytania i przegląd najczęściej popełnianych przez rozwodzących się błędów, rady, jak ich uniknąć oraz klasyfikację problemów dzieci w zależności od wieku. Książka bardzo pomocna... Naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję, choć nikomu nie życzę, by musiał... Warto przeczytać i przeanalizować. Czy mi pomogła? Nie wiem... wiem, że po lekturze jestem bardziej świadoma pewnych mechanizmów i zachowań... L. Reynolds ukierunkowuje właściwy tok myślenia ujarzmiając negatywne emocje, tak aby relacje z byłym partnerem nie odbiły się negatywnie na dzieciach...

(NIE) grzeczne DZIECKO

" niegrzeczny - nieuprzejmy, źle wychowany, o dziecku: nieposłuszny"


- Igor się chwalił?
Pyta mnie wychowawczyni syna w przedszkolu...
- Dostał order za grzeczne zachowanie:)
- Ojej ten znaczek, co chciał z nim spać? I dzisiaj dumnie nosi na koszulce?
-Tak, od kilku dni Igor nas zaskakuje, taki jest grzeczny... Nie poznajemy go.

Wiecie, co czuje matka, która ostatnimi czasy odbierając syna miała dusze na ramieniu, co znów zmajstrował? Słysząc takie słowa dostaje skrzydeł, jak po zgrzewce redbulla.  Etykietka NIEGRZECZNE DZIECKO, goreje niczym szkarłatna litera... Niegrzeczne dziecko, czyli jakie? Czy takie, które nie zachowuje się tak, jak chcą tego dorośli? Odstaje od grupy, zachowuje się niezgodnie z odgórnie przyjętymi normami? Sprawia problemy? Wymaga więcej uwagi? Ja nie wiem, dla mnie, to pojęcie względne i chyba naiwnie myślę że nie ma niegrzecznych dzieci. Dziecko nie jest niegrzeczne, lecz zachowuje się niegrzecznie... Ale serio trzylatek? Z premedytacją zachowuje się niegrzecznie? Dla mnie niefortunne sformułowanie... Worek pojęciowy bez dna... Niegrzeczne dziecko to efekt postępowania rodziców, nie da się ukryć... Rodzic jest winien... Jeśli dziecko się nie słucha, bałagani, rozrabia, krzyczy, biega, bije innych, nie chce się dzielić, trudno je opanować, rodzic musi je dyscyplinować. Twardą ręką, klapem na goła pupę, dzikim wrzaskiem i dotkliwą karą. Lubimy grzeczne dzieci, bo nie sprawiają nam problemów i możemy przewidzieć ich reakcje. Grzeczne dziecko nie zaskoczy nas wybuchem złości, nie ucieknie na spacerze, ani nie pobrudzi się błotem... Grzecznego dziecka nie trzeba się wstydzić i świecić za nie oczami przed życzliwymi obcymi...

Gdy mój syn miał gorszy okres ( czytaj był bardzo niegrzeczny i uciążliwy dla osób trzecich) notorycznie słyszałam... bardzo monotematyczne rady sprowadzające się do dania mu lania...
- Taki wstyd, mama powinna dać Ci w tyłek!
- Jak sobie wychowałaś, tak masz.
- Ty i to twoje bezstresowe wychowanie... Dziecko musi znać zasady.
- Takie zachowanie jest niedopuszczalne. Przylej mu w tyłek i będzie chodził jak w zegarku.
- Powinnaś dać mu w tyłek.
- Oj bo zaraz mama da Ci w tyłek.
- Rozpieściłaś go, wchodzi Ci na głowę!
- On Cię nie słucha, dostałby lanie i wiedziałby, że ma się słuchać i szanować starszych.
- Niegrzeczne dzieci trzeba trzymać krótko, klap w tyłek i chodzi jak w zegarku.
- Dostałby porządne lanie i by popamiętał.

Po pierwsze nie biję dzieci, po drugie wstydziłabym się uderzyć dziecko, po trzecie, co czujecie życzliwi, gdy Igor dostał order za grzeczne zachowanie, a ja nie podniosłam na niego ręki?

Bo ja jestem DUMNA i wiem, że dobrze go wychowuję! I nie to nie magia świętego Mikołaja i groźba, że niegrzeczne dzieci dostają rózgi... Nie stosuję takowych, więc nawet jak ktoś mu tak wmawia, dla niego to czysta abstrakcja. Czuję dziką satysfakcję, że nie uległam, przeczekałam, przepracowałam z nim negatywne emocje... Że znalazłam sposób bez użycia przemocy... Uszanowałam jego charakterność, żywiołowość... i przekierowałam na pozytywne emocje...

MAMA, TATA, TABLET


Jakie pierwsze słowa wypowiada Twoje dziecko? Mama? Tata? Tablet? Jeśli słowo "tablet" wcześnie pojawia się w słowniku malucha, być może wychowujesz Homo tabletis. Według badań Millward Brown S.A., przeprowadzonych na zlecenie Fundacji Dzieci Niczyje, ponad 40 proc. dzieci w Polsce do drugiego roku życia korzysta z tabletów i smartfonów, a blisko 30 proc. dzieci w tym wieku korzysta z tych urządzeń codziennie. Fundacja chce zwrócić uwagę na zagrożenia związane ze zbyt wczesnym i niekontrolowanym korzystaniem z urządzeń elektronicznych przez małe dzieci.


Większość polskich rodziców udostępniających media mobilne dzieciom do szóstego roku życia przyznaje, że robi to, aby zapewnić im rozrywkę i zająć się "swoimi sprawami". Tymczasem specjaliści zwracają uwagę, że zbyt wczesne i niekontrolowane korzystanie z urządzeń elektronicznych przez dzieci, może być dla nich szkodliwe. Naukowcy zwracają uwagę, że w pierwszych latach życia mózg człowieka rozwija się najintensywniej i do tego rozwoju potrzebuje doświadczania świata wszystkimi zmysłami - zobaczyć, poczuć, usłyszeć, dotknąć. Ograniczenie pola działania dziecka i rodzaju bodźców może mieć negatywny wpływ na rozwój struktur neuronowych jego mózgu. Mózg dziecka potrzebuje również intensywnych doświadczeń z innymi osobami. Ani telewizja, ani komputery nie zastąpią kontaktów z opiekunami czy innymi dziećmi, wspólnej zabawy, wspólnego czytania książek i innych doświadczeń, dzięki którym dzieci uczą się otaczającego je świata. Przy czym samo bycie z dzieckiem nie wystarczy. Należy wchodzić z nim w interakcję, poświęcając mu jak najwięcej uwagi. Badania i analizy coraz częściej wykazują też, że intensywne korzystanie z mediów elektronicznych w pierwszych latach życia negatywnie wpływa na jakość snu, pamięć, umiejętność koncentracji, czytania ze zrozumieniem, a także czytelne pisanie.


Celem zainaugurowanej przez Fundację Dzieci Niczyje kampanii społecznej "Mama, tata, tablet" jest edukacja w obszarze rozważnego korzystania przez dzieci z technologii mobilnych oraz kształtowanie odpowiednich postaw rodzicielskich w odpowiedzi na szybko zmieniającą się rzeczywistość i rozwój nowych mediów. Kampania przestrzega przed zbyt wczesnym i niekontrolowanym udostępnianiem dzieciom urządzeń elektronicznych, takich jak tablety czy smartfony. Autorzy kampanii wskazują jednocześnie, kiedy i jak udostępnić media elektroniczne z pożytkiem dla rozwoju najmłodszych. 


"Homo tabletis, człowiek tabletowy – to podobnie jak Homo Sapiens – człowiek rozumny – ssak naczelny z rodziny człowiekowatych. Praktycznie od urodzenia człowiek tabletowy, zwany na tym etapie rozwoju, również dzieckiem tabletowym, pozostaje pod permanentnym wpływem urządzeń elektronicznych, takich jak tablet, smartfon, czy konsola do gier. Urządzenia te pełną ważną rolę w wychowaniu dziecka, często niemal zastępując mu biologicznych rodziców…"


Komórka dla dziecka?

"Mamo wszyscy mają już komórki, tylko jak nie! Kup mi! Proszę... Plis mamo!” Jestem wyrodnym, niepostępowym rodzicem... nie kupiłam mojej córce telefonu komórkowego... ba!... nawet nie planuję w najbliższej przyszłości... Viki ma sześć lat... jej koleżanki mają telefony, na przerwach oglądają online Violettę tudzież teledyski na youtubie i śpiewają: Naucz mnie, naucz mnie od nowa... Moja córka jest gorsza... ona tylko może posłuchać muzyki na empetrójce ( którą mi podstępnie zabrała i ma przyzwolenie na użytkowanie na świetlicy w piątki w wolnym czasie)... bez wizji sama fonia...


Aż 83 % dzieci w wieku 10 lat posiada w Polsce telefony komórkowe... sześciolatków może znacznie mniej... ale jednak. Brytyjski “Daily Mail” podaje, że z grupy 10-latków posiadających własny telefon komórkowy na całym świecie, 16% regularnie używa go do ściągania filmów, 15% do wysyłania zdjęć, a 13% korzysta za jego pośrednictwem z portali społecznościowych.

Czy mogłabym kupić Vi telefon? Niby tak... rozważałam tą kwestię... bo przecież miałabym kontakt z dzieckiem jak jest w szkole... tak dla wygody i bezpieczeństwa... Komórki są nieodłączną częścią naszej codzienności... Takie fajne reklamy sieci komórkowe mają dedykowane dzieciom... junior boxy, bezpieczne internety, blokady... a jednak...

Po co mojej córce telefon? Nie umie czytać, ani pisać, na lekcjach nie można odbierać telefonu... "podczas pobytu w szkole i zajęć edukacyjnych obowiązuje całkowity zakaz używania telefonów komórkowych". Lokalizatora jej nie zamierzam instalować, bo ona na wagary to nie ma jak uciec... zostają przerwy na tzw. "edukacyjne" użytkowanie telefonu... Aplikacje, gry edukacyjne, programy przyrodnicze online... samo dobro... Cóż czasy, gdy telefon służył do dzwonienia odeszły do lamusa... To może telefon bez internetu... bez internetu, to ona nie chce, a z internetem... to ja nie chcę... Fonek , czy inny Konek to obciach... ona musiałby mieć dobrego smartfona z dotykowym ekranem... Jak ona jest w szkole ja jestem w pracy i nie odbieram telefonu, a jakby odpukać coś się stało w szkole mają telefon do mnie i dziadków... Nie jesteśmy na pustyni informacja do mnie dotrze. Jak jesteśmy w domu nie musi do mnie dzwonić do pokoju obok...

Po co mojej córce telefon, skoro obiektywnie stwierdziłam, że jeszcze nie jest na niego gotowa? W ramach drogiej zabawki, gadżetu? Żeby nie odstawać od kolegów i koleżanek?

Na koniec anegdotka z mojego życia... telefon komórkowy dostałam od koleżanek w prezencie na osiemnaste urodziny... Przeżyłam... moi rodzice również nie umarli z braku łączności ze mną... Nie jestem złośliwa... chciałabym dać mojej córce wszystko... ale naprawdę nie widzę sensu w kupowaniu telefonu na tym etapie jej rozwoju... Uważam, że to kiedy kupić dziecku telefon, to sprawa indywidualna, nie ma granicznego wieku... ale ja komórce dla mojej sześciolatki mówię nie.

GENY I EDUKACJA


Czy geny warunkują nasze szkolne sukcesy i niepowodzenia? Czy źródło talentu tkwi w genach? Czy geniusz można odziedziczyć? Czy i jak geny wpływają na nasze zachowania i osiągnięcia szkolne? Czy można tak kształtować system edukacji, by odpowiadał predyspozycjom genetycznym uczniów?


Od wielu lat toczy się spór, czy za geniusz dziecka odpowiadają geny, czy może wychowanie? Czy i na ile geny warunkują nasze szkolne sukcesy i niepowodzenia? Czy źródło talentu tkwi w genach? Wiedza z zakresu genetyki coraz bardziej wpływa na nasze codzienne życie... Geny i edukacja, to książka napisana przez współpracujących ze sobą genetyków behawioralnych i psychologów – Kathryn Asbury i Richarda Plomina. Książka o tym, skąd pochodzi wiedza na temat genetyki behawioralnej i jak zmieniać system edukacji, by odpowiadał różnicom indywidualnym, jakie występują wśród dzieci. Autorzy książki stawiają tezę, że równość szans zależy od różnorodności szans, a zrozumienie interakcji genów i środowiska sugeruje, że kluczem jest zakres możliwych wyborów. Założenie, ze dzieci są tabula rasa jest błędne, a kluczowe jest zrozumienie wzajemnego oddziaływania genów i środowiska uczenia się. Autorzy przedstawiają swoje propozycje wdrożenia spersonalizowanego nauczania i określają role, jakie mieliby pełnić rodzice, nauczyciele, psychologowie oraz osoby odpowiedzialne za politykę edukacyjną... Ciekawa pozycja, która dokładnie tłumaczy dlaczego nauka w szkole powinna być indywidualnie dopasowana do możliwości dziecka.

"Głównym celem edukacji jest wyposażenie każdego dziecka w podstawowe umiejętności, jak pisanie, czytanie, liczenie i posługiwanie się technologią, przynoszące korzyści zarówno samemu dziecku, jak i społeczeństwu jako takiemu. Każdy system kształcenia, który dopuszcza, aby dziecko opuściło szkołę bez kwalifikacji, całkowicie zawodzi. Genetyka pokazuje nam, że dla niektórych dzieci nabywanie tej podstawowej wiedzy będzie trudne ze względu na ich wrodzone możliwości." 


"indywidualne różnice między dziećmi mają genetyczne podłoże, oznacza to, że jedne dzieci wolniej się uczą, wymagają więc większej stymulacji i uwagi, podczas gdy inne w tym samym czasie opanują świetnie materiał i zaczną się nudzić. Dlatego nie ma sensu czekać kilka miesięcy czy lat, by się przekonać o tych różnicach i dopiero wtedy wprowadzać indywidualne zajęcia"

Kieszonkowe – pierwsza lekcja finansów dla dziecka


Jednym z najlepszych sposobów na wytłumaczenie dzieciom, jak działają finanse osobiste, jest wydzielenie im pieniędzy, którymi same zaczną zarządzać. Kluczowe nie są same środki, ale wytłumaczenie dziecku, jak działa budżet domowy. Bez odpowiednio przekazanej wiedzy, można jedynie wzbudzić więcej wątpliwości lub nawet doprowadzić do wyrobienia w dziecku złych nawyków. 


Miesięczna „wypłata”, drobna tygodniówka lub regularny przelew na młodzieżowe konto w banku – każdy rodzic, który zdecydował się na dawanie dziecku kieszonkowego, wybiera inną formę. Najważniejsza jest jednak konsekwencja i dodatkowe tłumaczenie zagadnień finansowych na każdym kroku – czemu dziecko dostaje pieniądze, jak działa oszczędzanie, co stanie się kiedy pieniądze wyda wcześniej itp. Dla dzieci starszych może być to również doskonała okazja, żeby zacząć uczyć się procesów związanych z bankowością, np. posiadaniem pierwszego konta, karty płatniczej, a nawet lokaty. 

Jeśli zakładamy regularne kieszonkowe, to dziecko obdarza nas zaufaniem – zawieramy z nim pierwszą „umowę”. Warto już wtedy wytłumaczyć, czym są kieszonkowe, żeby uniknąć późniejszych wątpliwości. Pilnowanie terminowości to obowiązek rodzica. Jeśli umówiliśmy się z dzieckiem na każdy poniedziałek rano, to nie wolno dopuścić do sytuacji, że zapomnimy o terminie. W przeciwnym razie możemy kiedyś usłyszeć od dziecka, że nie dotrzymaliśmy słowa, czyli „złamaliśmy umowę”. Taka sytuacja powoduje więcej negatywnych konsekwencji niż może nam się początkowo wydawać. 


Bez względu na wysokość kieszonkowego, dziecko musi mieć pełną świadomość, że nie może liczyć na dodatkowe pieniądze, jeśli wyda wcześniej otrzymaną kwotę. Na tym polega konsekwentna nauka planowania wydatków. Kieszonkowe to koniec z finansowaniem zachcianek dziecka, a początek nauki gospodarowania swoim małym budżetem i procesu oszczędzania. Jeśli np. zabawka kosztuje 200 zł, a kieszonkowe to 100 zł miesięcznie, to trzeba pokazać, że wystarczy przez 4 miesiące odłożyć po 50 zł i mamy uzbieraną pełną kwotę. Dokładnie tak działa oszczędzanie, a do tego możemy wytłumaczyć, jak działa konto oszczędnościowe. Cierpliwość można wynagrodzić sobie poprzez odsetki. 

Nie można jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: jaką kwotę powinno otrzymywać dziecko. W zależności od wieku, wydatków dziecka, zarobków rodziców – czynników może być wiele. Z reguły kieszonkowe to kwoty poniżej 100 zł w skali miesiąca, wypłacane jednorazowo lub w mniejszych częściach co tydzień. Najważniejsze to systematyczność i ustalenie zasad co do regularności wypłat. 

 Dziecko może uczyć się odpowiedzialności i samodzielnego zarządzania domowym budżetem, tylko jeśli będzie miało pełną swobodę przy wydawaniu pieniędzy. Zbyt duża kontrola dziecka, która może być u rodzica przejawem odpowiedzialności, może zarazem zepsuć cały zamierzony efekt kieszonkowego. Dziecko powinno wydawać pieniądze samodzielnie i uczyć się na własnych błędach. Nie ma wątpliwości, że podczas pierwszych lat zarządzania własnym budżetem, przekona się samodzielnie, jak działają podstawowe mechanizmy zarządzania własnym portfelem, oszczędzania, planowania wydatków, a może i nawet pierwszych przygód z bankowością i finansami. Kieszonkowe wzbogacone o rozmowy na temat pieniędzy i finansów osobistych to najlepsza inwestycja, jaką może wykonać rodzic wobec dziecka. Edukacja finansowa to bardzo ważna umiejętność, która jest zaniedbywana w szkole i w dużej mierze zależy właśnie od rodzica. W przeciwnym razie dziecko zdaje się jedynie na samodzielne poszukiwanie wiedzy. 


*Materiał został przygotowany przez ekspertów wonga.com w ramach autorskiej kampanii, mającej na celu edukację finansową i cyfrową Polaków.

Wyprawka pierwszoklasisty


Pierwsza klasa. Pierwszy dzwonek. Pierwszy września... wielki dzień... wejście w szkolne progi i rozpoczęcie edukacji... Wyprawka szkolna to poważna sprawa, a przede wszystkim całkiem spora lista rzeczy, które trzeba kupić przez rozpoczęciem nauki... Całe szczęście, że podręczniki Viki dostanie w szkole bo bym zbankrutowała... Nie da się ukryć, że wyprawka szkolna dla pierwszoklasisty to spory wydatek... Rozbieżność cen poszczególnych artykułów papierniczych jest duża. Najdroższe są produkty z zagranicznymi licencjami. Wyprawka szkolna dla pierwszaka może kosztować nawet 600 zł, wyliczają ekonomiści. Pierwszoklasiści dostaną wprowadzony przez rząd darmowy podręcznik. Poza tym na każdego pierwszaka przypada 25 zł dotacji na książkę do języka obcego oraz 50 zł na materiały ćwiczeniowe. Kupią je szkoły, do których trafią dodatkowe pieniądze. Materiały ćwiczeniowe nauczyciele mogą też przygotowywać sami.


Co powinno się znaleźć w wyprawce szkolnej dla pierwszoklasisty? Okazuje się, że całkiem sporo:
* Tornister
* Zeszyty: w trzy linie, w kratkę, do nut
* Piórnik
* Pióro
* Ołówki
* Gumka do ścierania
* Temperówka
* Przybory kreślarskie (linijka, ekierka, cyrkiel)
* Kredki świecowe i ołówkowe
* Flamastry
* Farby plakatowe, akwarelowe i pędzle
* Plastelina
* Bloki rysunkowe i techniczne
* Papier kolorowy
* Nożyczki
* Klej
* Teczki tekturowe
* Strój na WF
* Obuwie na zmianę i worek na buty
* Pudełko na śniadanie i bidon

W sumie Viki jest już gotowa do szkoły, z trybem kalkulatora w głowie udało mi się wszystko skompletować w rozsądnej cenie... Ale gdy w papierniczym usłyszałam cenę specjalnych ołówków i piór do nauki pisania, mało nie powaliło mnie na kolana...  Cóż nauczyłam się pisać bez takich magicznych wynalazków... moja córka też da radę :)

Gotowość szkolna. Przygotowanie dziecka na pierwszy dzwonek.



Poszłam do szkoły rok wcześniej... w wieku sześciu lat... Umiałam czytać i znałam literki i cyferki... Pomagałam mamie przy młodszych siostrach, obiad odgrzewałam w mikrofali... byłam samodzielna... Do szkoły miałam dobry kawałek piechotą... Patrzę na moją córkę i bywam szczerze przerażona... Jej pokolenie zdaje się być mniej dojrzałe... mniej samodzielne... Uczę ją zasad przechodzenia przez jezdnię... na trasie do szkoły ma jedne światła... wiem, że będę musiała ją odprowadzać i odbierać ze szkoły, że czeka ją siedzenie w świetlicy... Uczę ją otwierać i zamykać drzwi... bo nawet przekręcanie klucza jest dla niej abstrakcją. Mamy miesiąc, żeby ogarnąć zegarek i pojmowanie czasu...

Może brzmi to abstrakcyjnie... ale rozmawiam z mamami sześciolatków, które nie odroczyły dzieciom rozpoczęcia nauki w pierwszej klasie we wrześniu... i ich odczucia są podobne... Viki zna kilka literek, ładnie rysuje liczy do 15... ale czytać i pisać nie potrafi... Martwię się jak odnajdzie się w nowym otoczeniu, czy nawiąże nowe przyjaźnie, czy kontakty z rówieśnikami nie sprawią jej problemu... bo jednak widzę, że sytuacja rozwodowa źle na nią wpływa... Staram się złagodzić lęk przed szkołą i nadchodzącymi zmianami. Zapewniam, że ją kocham, doceniam, akceptuję. Podsuwam jej książki ze szlaczkami, motywuję, staram się rozbudzić zapał do nauki i ciekawość świata.... Opowiadam jak ja wspominam szkolne czasy.

Pójście do szkoły, czyli tzw. próg szkolny, to zwykle pierwsza poważna zmiana w życiu dziecka. Dobry start szkolny jest niezwykle ważny. Właściwe przygotowanie dziecka do nauki ma istotny wpływ na jego stosunek do szkoły i nauki w ogóle, na dziecka nastawienie i stopień motywacji do uczenia się. Staram się wpajać córce, że nauka w szkole to nie odbieranie dzieciństwa, jak zasłyszała w mediach a propos gotowości szkolnej sześciolatków, ale dawanie przede wszystkim wielu okazji do poznawania świata i zdobywania nowych kompetencji społecznych. Chcę, by miała świadomość, że czekają je nowe, zwiększone obowiązki i będzie musiała zdobywać się na wysiłek, ale jest w stanie sprostać stawianym wymaganiom i pokonywać trudności. Da radę i będzie to ekscytujące. 

Wspólnie z moją pierwszoklasistką przygotowałam miejsce do nauki - kupiłyśmy i skręciłyśmy biurko, skompletowałyśmy wyprawkę. W szafie czeka kreacja na rozpoczęcie roku szkolnego. Oswajamy nadchodzące zmiany...

DZIELNY URWIS. JAK WYCHOWAĆ SYNA?

Książka "Dzielny Urwis. Jak wychować syna?" stanowi poradnik ukazujący rodzicom i wychowawcom, jak wychować chłopca na silnego i kierującego się wartościami mężczyznę... przynajmniej tak przeczytamy na okładce 




"Punktem wyjścia tej książki jest myśl, że chłopcy są powołani, aby docenić pełnię męskości i dążyć do niej. Kultura, w jakiej żyjemy, nie ułatwia im tego. Często naturalną energię chłopca postrzega się jako zakłócanie spokoju. Jego ciekawość uznaje się za brak poszanowania dla autorytetu. Jego ducha rywalizacji i próby przewodzenia grupie interpretuje się jako bezczelne lub szkodliwe. Odporność uważa się za przejaw obojętności albo nawet surowości. Wytrwałość szufladkuje się jako arogancję. Wiele mocnych stron każdego chłopca wzbudza podejrzliwość lub jest deprecjonowanych. Stopniowo chłopiec albo instynktownie buntuje się przeciw tak surowej ocenie swojego wnętrza, albo pogrąża się w samotności."

Dr Gregory L. Jantz jest psychologiem, licencjonowanym doradcą zdrowia psychicznego oraz certyfikowanym specjalistą zaburzenia odżywiania. Prywatnie mąż i ojciec dwóch synów. Michael Gurian jest doradcą małżeńskim i rodzinnym. Jako filozof społeczny, Michel Gurian jest pionierem w kwestii popularyzacji ostatnich odkryć z neuro-biologii i badań mózgu, a także ich zastosowania w domach, szkołach, firmach i instytucjach publicznych. Autorzy w książce odwołują się zarówno do współczesnych odkryć neurobiologicznych, jak i drogowskazów zapisanych w Biblii. Wyniki pochodzące z tych na pozór odległych od siebie dziedzin momentami nawet okazują się zbieżne...

Nie jestem wierząca... przyznaję... podeszłam do książki Dzielny Urwis bardzo sceptycznie... nie dość, że poradnik, nie dość że amerykański, to jeszcze z naukami biblijnymi w tle... Strona po stronie dostajemy plan, jak wychować syna... Dowiemy się, jak pomóc synowi: 
• wzmocnić swój charakter
• nauczyć się samodyscypliny 
• docenić współczucie i empatię 
• odnosić sukces w szkole i doskonalić kluczowe życiowe umiejętności ...
Blablabla... ma się ochotę napisać... "Żyjemy w kulturze, w której zapomniano o Bożym planie względem ciała i duszy chłopców." To zdanie mnie odrzuciło... nie będę ukrywać... Ta książka ma na celu zbadanie najlepszych praktyk wychowawczych w oparciu o spostrzeżenia biblijne i badania naukowe odnośnie wychowanie chłopców... kompletnie nie moja bajka, kompletnie nie moje podejście... Książka jest ciekawa nie powiem, nie skreślam jej, ale ja nie trawię stereotypów... a niestety one bardzo mi utrudniały lekturę...

Ku przestrodze

Biała, sterylna sala szpitala dziecięcego... Ona śpi... zmęczona... matka czuwa... w półmroku, trzyma ja za rękę i wciąż wyrzuca sobie w myślach, że nie pomyślała... Odmawia litanię żalu do samej siebie... ciesząc się przez łzy, że wszystko dobrze się skończyło... Niby nic takiego, niby przypadek, nieuwaga, złośliwość rzeczy martwych, pech i wszystko, co złe naraz... a jednak szpitalna rzeczywistość, narkoza, strach o dziecko... kilka dni wyjętych z życiorysu...


Zaczęło się niewinnie załzawione, zaczerwienione, lekko opuchnięte oczka... Dyskomfort Lilki, płacz... pewnie zapalenie spojówek pomyślała, w końcu różne cholerstwa można złapać na basenie. Zapuściła krople, gdy nie przechodziło umówiła na następny dzień wizytę u pediatry. Lilka płacze, oczka napuchnięte coraz bardziej... skierowanie do okulisty... tam diagnoza... dwa metalowe opiłki w oku... Stres, strach i kołaczące w głowie pytania ale jak? skąd? Wyrzuty sumienia podsycane przez okulistę, z huśtawki pewnie... rzucił nawet nie na nią nie patrząc, tak od niechcenia. Po 2 próbach w 2 różnych szpitalach, zdecydowano o usunięciu opiłków w narkozie...

Lilka dostała huśtawkę od dziadków na urodziny taką zwykłą drewnianą, sznurki, metalowe kółeczka... Moje dzieci też taka mają... Tata Lilki powiesił we framudze drzwi na metalowych hakach... uwielbiała się huśtać jego córeczka. Góra, dół, góra dół... Dwa metalowe haki, a na nich 2 metalowe kółeczka... Mikroskopijne drobinki metalu... Wystarczy, że dziecko spojrzy w górę i małe cząstki metalu wpadają do oka.

Mama Lilki apeluje do Was: zwróćcie uwagę jak wieszacie huśtawkę dziecka...! Kupcie specjalne mocowanie do huśtawek... nie fundujcie swoim dzieciom bólu, szpitalnego stresu, a sobie wyrzutów sumienia... Popularna zabawka , uwielbiana przez większość dzieci... źle zawieszona może przysporzyć im cierpienia... Mogę wydać się Wam to głupie, bez znaczenia... a jednak, który rodzic chciałby narażać dziecko na cierpienia?

Ta historia wydarzyła się naprawdę... To nie fikcja literacka... to realny stres mamy, która do mnie napisała i poprosiła o nagłośnienie sprawy... ja historię tylko ubrałam w słowa i na wirtualny papier przelałam... ku przestrodze...

Wpływ ciąży na mózg kobiety

mothers brain

Naukowcy wciąż debatują nad zmianami jakie zachodzą w mózgu kobiety w czasie ciąży i po porodzie... Kobieta zmienną jest... Większość kobiet skupia się na rosnącym brzuchu i martwi się o figurę sprzed ciąży... Rozkłada ręce, gdy słyszy od partnera, że się zmieniła, albo od " życzliwych", że macierzyństwo na mózg jej padło. Cóż jako podwójną mama i na podstawie wnikliwych 6 letnich obserwacji mogę potwierdzić... zmiany w mózgu matki naprawdę zachodzą... obawiam się, że niektóre są nieodwracalne... i nawet gdy hormony ciążowe się wyciszą percepcja matki juz nigdy nie będzie taka sama.

Generalnie w ciąży mózg się kurczy o ok. 4% i potrzebuje 6. miesięcy, aby wrócić do poprzednich rozmiarów(!), 80 proc. kobiet w ciąży doświadcza jakiejś formy pogorszenia funkcji poznawczych. I o ile w Behavioral Neuroscience przeczytamy dla pocieszenia, że świeżo upieczonym mamom powiększają się struktury mózgu odpowiedzialne za motywację, emocje i zachowania opiekuńcze, to niestety niektóre zmiany w zachowaniu matek są nieco niepokojące... Kobieta sprzed i po urodzenia dziecka to kobieta z zupełnie innym mózgiem. Jesteś w ciąży? Urodziłaś dziecko? Zobacz jak zmienił się Twój mózg... trochę faktów... Do poczytania z przymróżeniem oka:)


1. Ciąża upośledza pamięć... Australijscy naukowcy donoszą, że kobiety w ciąży stają się bardziej zapominalskie. Ich pamięć działa nieco słabiej nawet do 12 miesięcy od porodu... moja pamięć niestety do swojej formy sprzed ciąży nie wróciła. Z powikłaniami po amnezji ciążowej nauczyłam się juz zyć. Wszystko muszę notować, spisywać w kalendarzu... albo wiązać supełki, bo gdy coś mnie rozproszy na drodze do notatnika jest duże prawdopodobieństwo, że kompletnie o tym zapomnę... Zresztą powszechne jest, że matki nawet jeśli pamietaja o wszystkim i o wszystkich często zapominają o sobie.

2. Anne Lamott napisała, że „każde dziecko rodzi się, zabierając mamie 1/3 jej mózgu”... mam dwójkę dzieci... 1/3 mego mózgu ledwie zipie...

3. Wyostrzenie zmysłów. Podczas porodu, w fazie parcia oksytocyna aktywuje nowe receptory, tworząc w mózgu setki nowych połączeń między neuronami. Efektem tego zjawiska jest niebywałe wyostrzenie zmysłów – węchu, słuchu, wzroku, dotyku. Dzieci „wdrukowały”się w mój mózg. Oczy mam dookoła głowy, płacz dziecka słyszę nawet głeboko śpiąć, czasem nawet mam przebłyski jasnowidzenia... jestem w permanentnym stanie czuwania, instynktownie stale gotowa na wezwanie dziecka... nabyłam supermoce! Najpowszechniejszą zdolnością paranormalną, która aktywuje się po porodzie jest radar w głowie. Lokalizator, który zna odpowiedź na każde pytanie " Mamo, gdzie jest?"

4. Kompletnie zmieniły się moje nawyki żwywienowe... w ciąży jadłam dla dwojga... teraz żywię się resztakami po dwójce dzieci

5. Zawsze byłam osobą uporządkowaną... poukładaną... może nie pedantyczną... ale jednak... Dziś nie wiem co powiedzieć bezdzietnym znajomym, których dziwi nocnik w salonie... Cóż... wysprzątane ( choć i granica brudu znacznie mi się przesunęła), kurze powycierane, a nocnik jest stałym elementem dekoracyjnym salonu, bo odpieluchowywane dziecko musi miec go w zasięgu wzroku... Bo to taki parentingowy design i ciekawy przypadek do zgłebienia przez neuroestetyków.

6. Hormony ciążowe robią z kobiet zawodowe płaczki... o ile w ciąży płacz na reklamie podpasek mogłam jakoś wytłyumaczyć... to dziś niestety sama się dziwie jak tandetne scenki potrafią mnie wzruszyć

7. Stan macierzyństwa porównywany jest ze stanem zakochania, które wiąże się ze zwiększonym dopływem oksytocyny i dopaminy do mózgu matki. Wytłumieniu ulegają negatywne emocje i racjonalne myślenie. 

8. Tylko matka zrozumie dlaczego matki jedzą batoniki w łazience... i to na pewno jest spowodowane jakimiś zmianami w mózgu, bo inaczej się tej absurdalnej praktyki wytłumaczyć nie da.

9. Matki to ascetki. Po porodzie włącza im się skrajny minimalizm. Uniwersalnym środkiem czyszczącym i higienicznym są chusteczki nawilżane, nie potrzebują snu, ciągle wszystkiego sobie odmawiają, a wiele popada w monotematyczność i każda rozmowa sprowadza się do tematu dziecka.

10. U matek da się zauwazyć wyraźną wielozadaniowość. Statystyczna matka wykonuje kilka czynności w tym samym momencie. Potrafi gotować obiad, zmieniać pieluchę, rozmawiać przez telefon, odpisywac na maile i trzaskać fotki na insta w tym samym czasie. Mistrzynie logistyki.

11. Matki stają się znacznie bardziej kreatywne. Wymyślaja kreatywne zabawy dla dzieci, edukacyjne zajęcia wszechstronnie rozwijające lub wykazuja się kreatywnością by ukryć, że im sie nie chce poświęcać czasu i eneregii dziecku... w obu przypadkach wybitna pomysłowość i kreatywność uaktywnia się po porodzie.

12. Odwaga i wola walki. Matki odkrywają zwierzęce zakamarki swojej natury. Są jak lwice gotowe walczyć o swoje potomstwo. Chronią je, karmią... raz aktywowany instynkt macierzyński każe matce stanąć w obronie jej dziecka bez względu na rodzaj zagrożenia. Według naukowców intensywne doznania sensoryczno- dotykowe jakie dostarcza matce dziecko mogą wywołać wzrost w kluczowych obszarach mózgu, które odpowiadają za jej macierzyńską motywację.

13. Ponieważ dzieci są nieprzewidywalne matka szuka stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa u boku partnera... zastanawiacie się gdzie ta szalona kobieta sprzed ciąży? Wróci jak dzieci odchowa...

13. Macierzyństwo wpływa na cierpliwość

14. Najważniejsze. Matki są najmądrzejsze i wiedzą wszystko njalepiej na ich usługach skramentalne "bo tak"


Podobno już kwartał po narodzinach dziecka mózg kobiety wraca do pełnej formy... ale same przyznacie, że nic juz nie jest takie samo... percepcja matki się zmienia...

Wychować chłopca


Zanim zostałam mamą marzyłam by mieć syna... Od zawsze, chłopiec Viktor i koniec kropka. Mąż próbował wybić mi ten pomysł z głowy, ostrzegając, że jak chłopak wda się w niego, to biada mi... Cóż miał rację... wykapany tata i ten zadziorny charakterk, to też zdecydowanie po moim mężu... Nie ma lekko... bywa ciężko... Gdy na usg poznałam płeć nie bałam się jaka będe matką, bo przeciez już nią byłam... ale wychowanie córki to inna inszość... wychowanie chłopca to nie lada wyzwanie... 

Choć będąc w ciąży czytałam liczne publikacjena temat wychowywania chłopców. Choć panicznie się bałam, że będę popełniać liczne błędy, bo córkę wychowuje sie inaczej... Bo przecież każdy nam powie,że chłopcy to czarna magia, testosteron i same problemy ( no chyba, że grzeczne mamisynki, ale to jeszcze gorzej). Jedno zrozumiałam. Nie wychowuję syna na mężczyznę. Nie muszę, bo on mężczyzną się urodził. Moja rola jest inna... Ważniejsza, trudniejsza... dzięki mojej miłości i naszej relacji Igor może w przyszłości stać się mądrym mężczyzną, dobrym człowiekiem, kochającym mężem i ojcem. Ogromna odpowiedzialność na mnie spoczywa... i strach czy podołam czasem paraliżuje... Miłość matki do syna cierpliwa jest... Odpowiedzialna jest... Bezpieczna więź... to prawdziwe wyzwanie każdej matki... Niski poziom konfliktu dla jego dobra... potwierdzony naukowo wpływ matki na syna... jak mi poszło oceni ewentualna synowa:)

Igor. Mój syn. Mały mężczyzna, który mi ufa bezgranicznie, który co noc drepcze z bidonem do mego łóżka by się przytulić i rano obudzić się u mego boku, o śniadanko o nieludzkiej godzinie sterroryzować... Uroczy chłopiec, który potrafi zatrzymać się, dać buziakia i pobec dalej ot tak po prostu. Każdego dnia wystawia mą cierpliwośc na próbę, gorzej ma chyba tylko kot, którego Igor sobie upodobał i uczynił obiektem wątpliwej czułości... Potrafi mnie wyprowadzić z równowagi i każdego dnia kalejdoskop jakże skrajnych emocji mi funduje. Choć mówić mu się nie chce, potrafi na kilkadziesiąt sposobów wypowiedzieć słowo mama... Zadziorny bardzo, zwinny i sprytny. Wszędzie go pełno... Rzadko się męczy, mało sypia... szczerze nie wiem kiedy jego organizm się regeneruje i skąd on ma tyle energii. Umie powiedzieć NIE i upiera się często bez sensu, a jednak nie mogę powiedzieć, że jego asertywnośc to wada. Ciekawy świata, wszystko musi sprawdzić... Lubi ładne kobiety, duże samochody i dobre jedzenie. Choć bije się z siostrą, potrafi przyjść i przeprosić... Pocieszyć bez słów, gdy wyczuje, że ktoś w duchu płacze. 

Nie słucha mnie, włazi mi na głowę i czas przeciąć pępowinę... podobno, tak twierdzi moja mama... Która wychowała trzy córki i małego, energicznego chłopca o bycie niegrzecznym posądza


Kocham go... Kocham ineczej niż córkę moją kocham... Miłością bezwarunkową, wybaczającą... Wiecej cierpliwości do niego mam i chyba na więcej przewinień przymykam oko. Patrzę w te jego piekne oczy i przepadłam jestem jego... Stanowcza bywam, bo strasznie to trudne, gdy w uszach brzęczy błagalne MAMO... tylko on potrafi mnie tak podejść... Zanim zostalam mamą miałam wizję w głowie, koncepcję jak będę wychowywać dzieci, jaką będę matką... Igor mocno tą wizję zweryfikował. Dziś mam realne oczekiwania... Pokłady miłości, nieskąpienie bliskoći, akceptacja, unikanie nadopiekuńczości... Mój mały synek jest coraz bardziej samodzielny, chcę mu towarzyszyć gdy będzie przedszkolakiem, nastolatkiem, młodym mężczyzną... i chcę robić to mądrze. Podobno aby "dobrze" wychować chłopca matka musi być szczęśliwa, silna, pewna siebie... Uczę się taka być... Uczę się go kochać mimo wszystko, a nie za coś... Bo oto on mój realny syn mnie potrzebuje, a nie moja wyimaginowana jego wizja, czy społeczny twór" prawdziwego mężczyzny" który mam wychować. Poznajemy się, docieramy... i patrzę na mojego syna i myslę sobie fajny z niego chłopiec, ma zadatki na fajnego mężczyznę... oby taki pozostał... i obym ja nie zawiodła...


"Związek matki z dzieckiem jest paradoksalny i w pewnym sensie tragiczny. Wymaga jak najintensywniejszej miłości ze strony kobiety, a miłość ta ma dziecku pomóc wyswobodzić się od niej, aby stać się w pełni niezależnym osobnikiem." Erich Fromm

Głoski, sylaby, słowa


W jaki sposób zmotywować dziecko do mówienia? Jak odpowiadać na jego płacz, zgodnie z tym, co sygnalizuje tak, aby zachęcić dziecko do „rozmowy”? Podpowie nam Justyna Korzeniewska w kolejnej odsłonie kampanii edukacyjnej Fisher-Price... Vi zaczęła mówić szybko... Igor wciąż komunikuje się tylko ze mną, bo podobno jest leniwy... Rozumie doskonale wszystko, a używa kilku słów na krzyż... resztę sygnalizuje swoim językiem lub odpowiednio artykułowanym słowem MAMA !


Pierwsze trzy lata życia dziecka to okres najintensywniejszego rozwoju mowy i największy postęp w komunikacji z otoczeniem. Żeby gaworzenie przerodziło się w głoski, sylaby i słowa należy nagradzać i wzmacniać pierwsze wokalizacje dziecka poprzez uśmiech, mówienie do niego lub imitację wydawanych przez nie dźwięków... Rozdźwięk między nazwami wczesnych okresów rozwoju dziecka a tym, co się faktycznie podczas nich dokonuje w aspekcie mowy, wynika z błędnego założenia, że mowa to tylko wydawanie artykułowanych dźwięków – głosek, sylab, słów.

Pierwszą zachętą do mówienia jest interpretowanie płaczu dziecka i odpowiadanie na niego zgodnie z tym, co sygnalizuje. Dzięki temu dziecko odkrywa, że poprzez zabawy głosowe zaspokaja swoje potrzeby. Przełom w mowie dziecka następuje, gdy rozwinie ono zdolność uważnego słuchania i usłyszy przerwy pomiędzy słowami w wypowiedziach dorosłych. Początkowo wypowiada ciągi sylab nie robiąc między nimi przerw. Z czasem dzieli je na dwusylabowe i powstają piękne słowa mama i tata. Przemawianie do dziecka z dobrą dykcją, akcentując przerwy pomiędzy słowami, pomaga mu przyswoić melodię i strukturę języka, zbudowanego ze słów. Można to wzmacniać poprzez zabawy grzechotkami, piszczkami, czy szeleścikami umieszczonymi w zabawkach, ponieważ dziecko korzystając z nich samodzielnie - trącając je przypadkowo i prowokując w ten sposób wydawanie dźwięków, nie robi adekwatnych przerw. Dobrą pomocą w nauce mówienia będą zabawki, które odtwarzają odrębne hasła. Mowa słyszana w otoczeniu to ciąg słów, zlewających się w całość. Trudno wyróżnić z nich „cegiełki” języka. Następuje to zdecydowanie szybciej, gdy rodzic uzupełnia zabawkowe lekcje słownika zabawami w nazywanie. Taka zabawa to piękny dialog między rodzicem a dzieckiem, w którym partnerzy „mówią” naprzemiennie. Wspomaganie tej umiejętności polega między innymi na zabawach z prezentowaniem dźwięków z różnych stron, tak aby dziecko odwracało głowę w ich stronę.


Dlaczego dzieci kłamią


Dzieci kłamią... gdy rodzic odkrywa tą prawdę zazwyczaj jest przerażąony i gorączkowo szuka odpowiedzi dlaczego? I jak to, moje dziecko? Boi się kary? Dlaczego mnie oszukuje? Naukowcy twierdzą, że kłamiemy i jesteśmy okłamywani codziennie. Paul Ekman w swojej książce "Dlaczego dzieci kłamią?" stara się na te pytania odpowiedzieć. Ekman jest znanym na całym świecie pionierem badań nad ludzkimi emocjami. Największą sławę zapewniły mu badania i publikacje dotyczące psychologii kłamstwa: jego przyczyn, mechanizmów i symptomów. Zyskał reputację „najlepszego ludzkiego detektora kłamstw na świecie”, to on jest też pierwowzorem postaci dr. Lightmana w popularnym amerykańskim serialu „Lie to Me”, który uwielbiam :)


Dlaczego dzieci nie zawsze mówią prawdę? To pytanie zadał sobie Paul Ekman po tym, jak został okłamany przez własnego syna. Cios dla ojca naukowca... spec od kłamstwa, okłamany przez własnego syna... Postanowił więc dowiedzieć się jak najwięcej na temat kłamstwa wśród dzieci, a do spisania tej wiedzy zaprosił syna i żonę. Efektem rodzinnej współpracy jest wartościowa, poparta pierwszorzędną wiedzą z zakresu psychologii, ale także inspirowana codziennym życiem, książka. Książka rodzinna, napisana dla rodzin przez rodzinę. Specyficzny poradnik o magii kłamstwa.

Problem kłamstwa dotyczy oczywiście nie tylko dzieci, ale całego naszego społeczeństwa. Kłamstwo wydaje się nam często wygodniejsze od prawdy. Kłamstwo to świadome wprowadzenie kogoś w błąd. Jest sposobem na uniknięcie nieprzyjemnych sytuacji. Choć uczymy dzieci od małego, że kłamstwo jest brzydkie i złe, to równocześnie, w pewnych sytuacjach pokazujemy, że kłamać trzeba. Uczymy je społecznie akceptowanego kłamstwa „grzecznościowego”.

„Niewykluczone, że najważniejszym wkładem nas, rodziców, w wychowanie uczciwego dziecka jest zbudowanie bezpiecznej relacji opartej na zaufaniu. Taka więź nie powstaje w wyniku reprymendy po jednorazowym kłamstwie, ale rodzi się od początku komunikowania się rodzica z dzieckiem. Aby wykształcić u dziecka zaufanie, musimy regularnie pokazywać, że i my mu ufamy”

Dzieci najczęściej kłamią ze strachu, braku zaufania, wstydu i gdy są nadmiernie kontrolowane. Kłamstwo jest zakorzenione w naszej naturze... ale rodzic budując relację z dzieckiem, opartą na bliskości, zaufaniu... modeluje postawę dziecka wobec kłamstwa. Musimy dać dzieciom kredyt zaufania, uważnie słuchać, nie oceniać... Swoją postawą dawać przykład prawdomówności... Dzieci kłamią, dorośli kłamią... ale będąc w bliskiej relacji, ufając swoim rodzicom nie będę tak często się do kłamstwa uciekać... Książka Ekmana, to naprawdę inspirująca pozycja, warta przeczytania.


II KONFERENCJA BLISKOŚCI


Konferencja Bliskości to płaszczyzna wymiany poglądów, spotkań oraz rozmów o różnych aspektach budowania bliskiej relacji z dzieckiem i z rodziną... To spotkanie osób, które obrały drogę Rodzicielstwa Bliskości i każdego dnia staraja się budowac pełną szacunku i miłości relację ze swoimi dziećmi. W Ośrodku Sportu i Rekreacji w Warszawie przy ulicy Polnej spotkali się specjaliści pracujący z dziećmi oraz rodzicami: psychologowie, pedagodzy, socjologowie, promotorzy noszenia w chustach i karmienia piersią, doule, położne, doradcy laktacyjni, fizjoterapeuci, lekarze, którym idea RBjest bliska. Rodzice, dzieci... 250 osób, którym przyświeca idea attachement parenting. Zagranicznym gościem konferencji  w tym roku był dr Henrik Norholt, dyrektor naukowy Ergobaby Inc, który zajmuje się badaniami nad psychologicznymi i rozwojowymi korzyściami noszenia dzieci... 


O ile w zeszłym roku Konferencja była dla mnie bardzo wzruszająca i odbierałam ja bardzo emocjonalnie ze wzgledu na wizytę małżeństwa Searsów w Polsce, o tyle w tym roku nad emocjami górę wzięła teoria i ogromny walor edukacyjny konferencji. Wiele badań naukowych, zarówno z zakresu psychologii, jak i pediatrii, udowadnia korzystny wpływ praktyk z zakresu Rodzicielstwa Bliskości. W tym roku uczestnicy mogli wysłuchać 6 bloków tematycznych: 
1.Kto uderza w polskie piersi? Jak promować karmienie piersią w Polsce 
2.Bliskość z przeszkodami. Budowanie więzi z dziećmi z wyzwaniami rozwojowymi 
3.Kiedy reagować? Niepokojące odruchy lub brak odruchów u noworodków i niemowląt w pierwszym półroczu życia, które wymagają konsultacji ze specjalistą 
4.Teoria przywiązania, neuropsychologia i noszenie dzieci 
5.Wyjść poza schemat I
6.nspirujące oblicza Attachment Parenting

Ogrom rzetelnej wiedzy, badania, naukowo poparte argumenty na rzecz Rodzicelstwa Bliskości... Agnieszka Stein, Tomasz Chodkowski, Iza Sztandera, Małgorzata Musiał... na ich wystapienia czekałam i nie zawidłam się. Ogromnym przezyciem był dla mnie panel o bliskości z przeszkodami... miłość, siła i determinacja rodziców chorych dzieci naprawdę daje do myślenia... To co dla mnie jest abstrakcyjne, trudne... dla nich to codzienność, rzeczywistość, którą musieli zaakceptować i w której przyszło im żyć... Magda Hueckel mama Leo urodzonego z Zespołem Wrodzonej Ośrodkowej Hipowentylacji zwanym potocznie Klątwą Ondyny urzekła mnie swoja osobą. Tak mądra, prawdziwa kobieta, która odnalazła się w jakże abstrakcyjnej dla wiekszości z nas sytuacji... Muszę obejrzeć film rodziców Leo " Nasza Klatwa"...

Panel o karmieniu piersia pokazał liczne anachronizmy i oczywistą nieskuteczność polskiego systemu... Wykład Henrika Norholta był pełen naukowych faktów i podsunął mi wiele badań naukowych, które chciałabym w najblizszym czasie przestudiować. Poznałam historyczny rys zmian w podejściu do teorii przywiąznia i skurki wizi separacji i zaprzeczenia królującej w ubiegłym wieku. Spór co jest lepsze dla dziecka zależność, czy niezależność od matki zaowocował jakże mylnym przekonaniem, że ignorowanie potrzeb jest dla dobra dziecka... Ile razy słyszałam, że nosząc robię krzywdę, bo się przyzwyczai... że powinnam dać się dzieciom wypłakać i nie pozwalać "się terroryzować"... dziś wiem, że to echo wychowania w XXwieku. Wrażliwi i dostępni emocjonalnie rodzice pomagają dziecku zbudować bezpieczny styl przywiązania, który sprzyja prawidłowemu rozwojowi społecznemu i emocjonalnemu... skutki emocjonalnej niedostępnosci matki, które pokazał Norholt były naprawdę przytłaczające i przykre...

Po mału porządkuję notatki, na pewno wrócę do Was z kilkoma wątkami, które zasługuja na osobne posty... Naładowana pozytywną energią jeszcze bardziej czuję, że droga RB ma sens, że zaprocentuje... że wysiłek który wkładam w budowanie więzi z dziećmi, to jedna z najlepszych i najważniejszych wartości jaką mogę im jako matka ofiarować.

















konferencja bliskosci